
Nie, nie - to nie Holandia ;) to skansen w Szentendre. Wycieczka krajoznawcza prawie udana, oprócz dziur w spodniach i tony błota na butach mam sporo fajnych zdjęć, poznałam kilkoro interesujących ludzi, no i nieźle się nałaziłam ;) A na koniec, w drodze powrotnej z Visegradu, impreza na statku... A Dunaj wcale nie modry ;)
Swoją drogą Szentendre to ciekawe miasteczko - malutka mieścina z urokliwymi malutkimi domkami, pełno sklepów z tym, co każdy turysta powinien przywieźć z Madziaroszagu (ja nie jestem turystką, ja tu mieszkam ;) i co krok jakieś muzeum - salami, marcepanu, microscope art (piramidy w uchu igły do szycia itp.), jakichś nieznanych mi malarzy, dom pamięci o Holocauście, muzeum ortodoksyjnego kościoła serbskiego... A w ogóle to się reklamują (na koszulkach - do kupienia w centrum) jako miasto siedmiu kościołów - ciekawe, ilu wyznań? Poza tym w księgarni na wystawie wypatrzyłam "Duklę" Stasiuka po węgiersku :)
PS więcej zdjęć tu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz