No, to dzisiaj wyjeżdżam... Walizka spakowana, konto w banku naprawione - mogę już robić przelewy, sim lock z telefonu zdjęty. Na fali przygotowań do pobytu na obczyźnie zakupiłam: słuchawki z mikrofonem - sztuk 2 (jedne dla mamy), kamera internetowa - sztuk 1, myszka komputerowa - sztuk 1 (popsuta już przy wyjmowaniu z opakowania - i nie moja ta wątpliwa zasługa, ale dało się naprawić i działa bez zarzutu)... można mnie posłuchać i pooglądać za pośrednictwem skype'a (prozac_zycia), to co - in tacz? :D
Aaa, nie zamledowałam, że tydzień temu udało mi się nawet skonczyć ten 4. rok polonistyki :) Napisałam prawie 6 stron (interlinia 1,5 pkt) szkicu o "Latcho Drom" T.Gatlifa i jakoś mi wyszło - pan dr postawił ocenę w odpowiedniej rubryce i na wieść o wyjeździe postanowił mnie nieco przygotować do starcia z Węgrami: uczył, jak jest "dziękuję" w języku Madziarów. Szkoda, że mało skutecznie, bo już po wejściu do mieszkania nic nie pamiętałam... Bywa. Indeks właśnie leżakuje w dziekanacie, sama nie odbiorę, powierzyłam to zadanie dzielnej Zoe.
A na Uniwersytecką, środkowe łóżko, duży pokój wprowadza się pani mgr (heh, jakby się uczyła, to by za ladą nie stała ;P ). Taka zmiana dekoracji. Miłego mieszkania na skłocie, Aniu! :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz