Kolejny raz dotarły do mnie skargi rzeszy wiernych czytelników, że się niby na blogu opuszczam. No to piszę, będziecie mieli za swoje! :P
Faktycznie, dawno mi się nic tu nie chciało skrobać. A trochę się w sumie działo... Dotarłam w końcu na egzamin z historii literatury polskiej (egzaminator był chyba bardziej zdezorientowany niż ja: "i co, Agata, mam Cię pytać?", skończyło się na luźnych gadkach o Schulzu i Kafce - i ostatniej piątce w Transcript of Records). Tak, to było 17.12. A co później? Hmm, głównie wielkie zamieszanie z powodu zaginionej w tajemniczych okolicznościach karty kredytowej Vani. Ech, jakoś wszystko rozwiązałyśmy, chociażby tymczasowo, ale póki co, działa. Nie działa(ł) za to junkers, popsuł się w przeddzień mojego wyjazdu - długo nie marzłam. Za to mam nadzieję, że już jest naprawiony. No a później to przyleciałam do Polski ;) Doświadczenia mam takie - węgierskie lotniska są jak czeskie filmy - nie wiadomo, o co chodzi. Ale policjanci z lotniska mówią w językach obcych (a przynajmniej jedna policjantka), szkoda tylko, że jest to język niemiecki... Co z tego, że zrozumiałabym odpowiedź, skoro nie umiem zadać pytania po niemiecku?! A pytanie dotyczyło hali odlotów. Bowiem Węgrzy oznaczyli drogę na terminal A i B, ale już wskazać pasażerom, dokąd mają iść oddać bagaż i odebrać kartę pokładową, uznali za zbędne... Jakoś w końcu znalazłam. Uff... Udało mi się trafić do odpowiedniej bramki, poczekałam jeszcze trochę i odkryłam, że jakiś pan zajął moje miejsce pod oknem. Ale jak zwykle dostałam miejsce przy skrzydle, więc uznałam, że nie warto się kłócić - i tak nic nie widać, a lot trwa aż godzinę. No i wylądowałam w końcu w Warszawie, a tam już czekała na mnie Justynka :) i zabrała na kawę do domku. A później jedynie 6h w ekspresie do Wro (bo pociąg się 30 min spóźnił). Bomba w torcie, jestem najwierniejszą fanką pkp - gorąco, okno nie działa i współpasażerki nadające 300 słów na minutę każda, przekraczając każdą normę, jeśli chodzi o decybele... Skończyło się dwoma ibupromami na przystanku dziewiątki pod dworcem (dobrze, że Stiopa dostarczył). No a później to święta - wiadomo: karp, choinka, prezenty... O, prezenty - Mikołaj mi chciał chyba powiedzieć, żebym się nie stresowała i nie przemęczała za bardzo, bo dostałam "zestaw relaksacyjny" - piżamka, kubek, książka i pachnący balsam do ciała ;) To co, kończę posta? :D Szczęśliwego Nowego Roku :*
28 grudnia 2007
14 grudnia 2007
no i już prawie po...
...po egzaminach. Okazało się, że historia literatury polskiej, owszem, w poniedziałek, ale nie ten, o którym myślałam ;) - więc ten egzamin ciągle przede mną. Za to z węgierskiego dostałam 5 (nagyon jó!) :D Transcript of records już prawie pełny, ostatni wpis w poniedziałek i właściwie po erasmusie... Po Nowym Roku wpadnę tylko po dokumenty, które są mi potrzebne do rozliczenia się z DWZ-em we Wrocławiu i tyle... Wracam pisać pracę magisterską. Wczoraj pooglądałam sobie na slawistyce jasełka po polsku, czesku, serbsku i ukraińsku, podjadłam tradycyjnego węgierskiego makowca (niczym nie różniącego się od tradycyjnego polskiego makowca) i popiłam tradycyjnym grzanym winem (to się różni o tyle, że nie widziałam, żeby u nas ktoś mieszał białe i czerwone wino do grzania, a Węgrzy owszem). W ogóle na ostatnich zajęciach z węgierskiego okazało się, że mamy w Polsce więcej tradycji związanych z Bożym Narodzeniem niż reszta reprezentowanych na kursie narodów razem wziętych! No, może ilością dorównuje nam tybetański nowy rok...
A w Budapeszcie póki co jakiś sezon urodzinowy. Wysyp po prostu - Kati, Andrzej, Marij, Indira... Do tego dzisiaj koncert Babilon Circus ;)
Zima przyszła, za oknem prószy śnieg... Oby się w czwartek nie rozpadał, bo ja chcę spokojnie wystartować do Warszawy!
A w Budapeszcie póki co jakiś sezon urodzinowy. Wysyp po prostu - Kati, Andrzej, Marij, Indira... Do tego dzisiaj koncert Babilon Circus ;)
Zima przyszła, za oknem prószy śnieg... Oby się w czwartek nie rozpadał, bo ja chcę spokojnie wystartować do Warszawy!
9 grudnia 2007
marchewkowe pole
magyarul tanulok

Czyli uczę się do jutrzejszego testu. Krok pierwszy - artystyczny nieład na łóżku i okolicach. Drugi - kawa, dużo kaw, bo ciągle stygnie. Krok trzeci - zamiast się uczyć sprzątam, gotuję i czytam w sieci, co się w Polsce dzieje... Krok czwarty - jak już jest ciemno i późno biorę się za koniugacje. Krok piąty jutro o 18:00 - trzymać kciuki!
6 grudnia 2007
pierwsza piątka w "indeksie"
Gdybym miała tu indeks, to byłaby właśnie w nim, ale mam tylko kartkę papieru z tabelką... Ale piątka to piątka! Nawet jeśli dostałam ją za banalne twierdzenia, że:
-książka o Kraszewskim jest nudna;
-poezja węgierska fajna, ale mało awangardowa (jeśli w ogóle) porównując do powstającej w tym samym czasie w Polsce - ale weźmy pod uwagę, że to tylko wybór poezji i spójrzmy na datę wydania (1983, PiW, Warszawa);
-ciekawe, jak polityka wpływa na literaturę (bez żadnego rozwinięcia);
-Szabo wielkim poetą był;
-nie mówi się w polskich szkołach o literaturze węgierskiej poza "Chłopcami z Placu Broni" (omawianymi w wieku, w którym narodowość autora nie ma dla czytelnika żadnego znaczenia);
-mówi się natomiast o Wiośnie Ludów;
-erasmus to świetne doświadczenie;
-kolejny raz odpowiedź na pytanie "dlaczego na Węgry?" (odp.: z ciekawości i chęci poznania czegoś "egzotycznego" w tej części Europy, bo E. zachodnia wydaje się już mało interesująca...);
etc...
W sumie cała rozmowa trwała może 10 minut, z czego może 3-4 poświęciłam na mówienie o literaturze...
Odebrałam Elkę z lotniska, zrobiłyśmy obiad, wypiłyśmy wino, poszłam na węgierski, dostałam czekoladowego Mikołaja, jakiś inny Mikołaj podrzucił Elce kubeczek dla mnie - chyba byłam grzeczna w tym roku ;-) A sama w ramach stypendialno-mikołajkowego prezentu kupiłam sobie na allegro śliczne czeskie tenisówki - "jarmilki" w kolorze czerwonym :D
-książka o Kraszewskim jest nudna;
-poezja węgierska fajna, ale mało awangardowa (jeśli w ogóle) porównując do powstającej w tym samym czasie w Polsce - ale weźmy pod uwagę, że to tylko wybór poezji i spójrzmy na datę wydania (1983, PiW, Warszawa);
-ciekawe, jak polityka wpływa na literaturę (bez żadnego rozwinięcia);
-Szabo wielkim poetą był;
-nie mówi się w polskich szkołach o literaturze węgierskiej poza "Chłopcami z Placu Broni" (omawianymi w wieku, w którym narodowość autora nie ma dla czytelnika żadnego znaczenia);
-mówi się natomiast o Wiośnie Ludów;
-erasmus to świetne doświadczenie;
-kolejny raz odpowiedź na pytanie "dlaczego na Węgry?" (odp.: z ciekawości i chęci poznania czegoś "egzotycznego" w tej części Europy, bo E. zachodnia wydaje się już mało interesująca...);
etc...
W sumie cała rozmowa trwała może 10 minut, z czego może 3-4 poświęciłam na mówienie o literaturze...
Odebrałam Elkę z lotniska, zrobiłyśmy obiad, wypiłyśmy wino, poszłam na węgierski, dostałam czekoladowego Mikołaja, jakiś inny Mikołaj podrzucił Elce kubeczek dla mnie - chyba byłam grzeczna w tym roku ;-) A sama w ramach stypendialno-mikołajkowego prezentu kupiłam sobie na allegro śliczne czeskie tenisówki - "jarmilki" w kolorze czerwonym :D
4 grudnia 2007
hmm
Hm, no sesja się zbliża, zmęczyłam nawet jedną książkę (tę ciekawszą), teraz męczę się, czytając o Kraszewskim (pozycja dla masochistów, naprawdę!). Poza tym załatwiłam wreszcie wszystkie papiery na ELTE (hurra!), przy okazji ucząc koordynatora wydziałowego, jak jest 'goodbye' po polsku (i dowiedziałam się, że podobnie jest po serbsku - a to ci niespodzianka). A wieczorem poszłam sobie na spotkanie z Olgą Tokarczuk :D w sumie mogłam zapytać jak jej się mieszkało w Wałbrzychu, ale przeszkodzili mi Węgrzy pchający się po autografy ;). No i cóż, zdania o jej pisarstwie nie zmieniłam, ale przynajmniej podobały mi się jej zielone martensy. Jakoś nie przemawia do mnie jej metafizyka i magia, mitologia małej ojczyzny (w sumie naszej wspólnej, ale...) i niby-nowy mit feministyczny.
Marek już się chyba nudzi oczekiwaniem na pociąg (przynajmniej tak wygląda, bawi się pudełkiem po papierosach...). A jutro przyjeżdża Elka. Tadam!
Marek już się chyba nudzi oczekiwaniem na pociąg (przynajmniej tak wygląda, bawi się pudełkiem po papierosach...). A jutro przyjeżdża Elka. Tadam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
