28 września 2007

chora...

Szafkę mam, oczywiście bez drzwi... no cóż, trzeba będzie składać ciuchy ;) A poza tym to się przeziębiłam i piję cały dzień na zmianę herbatę z sokiem malinowym, herbatę z sokiem z czarnego bzu lub herbatę z cytryną. A przed spaniem polopiryna C. Mam nadzieję, że pomoże, bo jutro wybieram się na wycieczkę do Szentendre i Visegradu.... A dzisiaj opiję się tej harbaty i posłucham Studni, leżąc w łóżku.

3 komentarze:

Fotoblog bez ani jednego zdjęcia pisze...

Zdjęcie przepelnione symboliką. Ubytek w kubku symbolizuje niekompletność duszy autorki, której fragment zostal w ojczyżnie. Idąc tym tropem dalej żólta herbata to Budapeszt z autochtonicznymi Chińczykami*. Kwaśna cytryna to sama autorka, zniesmaczona takim otoczeniem, ale próbująca wbrew sobie się do niego upodobnić.

*"Zarys dziejów chińskiego Budapesztu na przelomie dziejów chińskiego Budapesztu w odniesieniu do chińskiego rodowodu chińskiej części chińskiego Budapesztu i Chin jako glównego czynnika chinogennego w chińskim okresie, chińskich i chińsko-chińskich oraz chińsko-chińsko-chińskich chińskiego Budapesztu w Chinach i Chińskim Budapeszcie"PWN, 2008.

aga pisze...

Na ciekawe źródła się Pan powołuje, Panie Magistrze ;) Ale naprawdę tu jest sporo Chińczyków i innych Azjatów... i na każdym rogu Kínái Büfé

aga pisze...

a przy Twojej interpretacji symboli Młoda Polska wysiada