27 października 2007
Boże, spluń! Bombo atomowa, przybądź!
Ja już nie mogę... Zaczęło się w czwartek - Polish Evening - całkiem udany zresztą, przeciągnął się nam do wczesnych godzin porannych. W piątek kolacja u Kristofa skończyła się łażeniem po Budapeszcie przez jakąś godzinę w poszukiwaniu miejsca, gdzie można by potańczyć. Znaleźliśmy w końcu West Balkan - miejsce całkiem przyjemne, ale i zatłoczone. No i już o 4.00 wróciliśmy do domu. No a dzisiaj impreza u nas w mieszkaniu. Ja zaczynam mieć powoli dość... Do tej pory oczy mi się nie chcą tak do końca otworzyć, nie mam energii nawet na to, żeby ruszyć się z pokojonorki chociażby do kuchni. A tu pewnie znów jakieś dzikie tłumy się zbiorą. Ech, co za los... W ogóle to nicnierobienie zaczyna być męczące. Może chociaż wycieczka do Transylwanii będzie jakąś przerwą w nie robieniu niczego. Bo ostatnio to my tu wszystkie po prostu jesteśmy. I to by było na tyle z naszej strony. Na szczęście zbliża się termin mojego referatu na historii literatury, to przynajmniej jeden dzień będę miała co ze sobą zrobić. No i może pora zacząć pisać pracę zaliczeniową z wpływów literackich, a przynajmniej wybrać się na konsultacje... Mówiąc krótko: nudzi mi się...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
zachowajcie jakies sily na moj przyjazd.. wszak jako antropolog chce partycypowac:D a erasmus to dla mnie taki "dziki", ktorego traktuje rownie instrumentalnie (jak wszyscy poprzednicy i z pewnoscia wszyscy nastepcy) uprawiajac swoja wlasna mala polityke:D
buziaki i see you soon
Prześlij komentarz