29 października 2007

ferie jesienne

W poniedziałek zaczęły się ferie. Różnica między feriami a "nieferiami" jest taka, że nie miałam w poniedziałek rano zajęć o Iwaszkiewiczu. I wieczorem węgierskiego. Poza tym żadnych odczuwalnych skutków ferii nie zauważyłam.
W ogóle dziewczyny stwierdziły po Polish Evening, że polskie jedzenie jest dziwne - wszystko robimy z kiszonej kapusty :D no cóż - był bigos, łazanki, pierogi z kapustą i grzybami... i z kiszonej kapusty to by było na tyle. Były też pierogi ruskie, gołąbki, sałatka jarzynowa i oczywiście trunki: żołądkowa gorzka, żubrówka i wściekłe psy z wyborowej. Mam wrażenie, że to to ostatnie cieszyło się największym wzięciem. Chociaż właściwie wszystko zostało zjedzone, nawet krówki i mieszanka krakowska... Za to Joana zachwycona przebojem Tarzan Boya, czyli przynajmniej polska muzyka jest do przyjęcia.


W ogóle Polish Evening zrobiliśmy w Domu Polskim. Nie przewidzieliśmy tylko, że Dom jest przy polskiej parafii w Budapeszcie i wysiadających z autobusu erasmusów przywita podświetlona Maryjka w grocie :D Niezłe miejsce na imprezę, co? Trochę pozasłanialiśmy aniołki plakatami i dało radę ;) Quiz też dał radę (Bartek nieco podkręcił wersję wrocławską, heh)... Wygrali sąsiedzi z Litwy.


A dzisiaj zabiję nudę! Jadę do Transylwanii, za jakieś 1,5h wychodzę na dworzec Nepliget. Heh, ostatnio coś dość często tam bywam... Za niedługo znów tam pojadę po Zoo i Saszkie, a wcześniej może jeszcze odprowadzić Vanię i Joanę, bo się dziewczyny za tydzień wypuszczają na weekend do Krakowa. A ja dzisiaj kupiłam rumuńskie leje i jadę sprawdzić, jak się ma Nosferatu w dzień Wszystkich Świętych. Jutro ok. 6.00 rano powinnam być już u Draculi.

Viszontlátásra!

Brak komentarzy: