4 października 2007
sorry, no photos
Dzisiaj są urodziny Vanii - wieczorem impreza ;) a wcześniej zakupy... wybrałyśmy się do tesco, bo to nie tylko zakupy imprezowe, ale też racje żywnościowe na jakiś czas i inne tam takie płyny i proszki. No i wychodząc z domu wzięłam ze sobą aparat, bo pomyślałam, że to może zabawnie wyglądać: my cztery i walizka, która miała pełnić rolę wózka na zakupy. Swoją drogą paradowanie po markecie z walizą też było zabawne, ale same zakupy już mniej. Nie zdawałam sobie sprawy, że to może ludzi tak stresować - dziewczyny mało się nie pogryzły o kierunek zwiedzania tesco! heh, no ja i Vania miałyśmy raczej głupawkę z tej okazji... Ale nic to. Narobiłyśmy tych zakupów, płacimy i pakujemy - no dobra, trochę wstrzymałyśmy ruch w jednej z kas ;) No i pakujemy i pakujemy, oczywiście w walizce wcale nie mieści się tak dużo, jak nam się wydawało. Drogą selekcji wg klucza: ciężkie/lekkie ciężkie zapakowałyśmy do walizy, resztę w siaty i do metra... No i przestało być zabawnie, nie miałam ani siły, ani nawet możliwości robić zdjęć... Po drodze Kati musiała nas opuścić i biec na zajęcia, już zresztą spóźniona, więc my trzy, walizka, siaty i siatki udałyśmy się do domu - droga z Blaha Lujza tér trochę nam się rozciągnęła... Ręce chyba też. No i ten remont na naszej ulicy to już po prostu przegięcie. bu!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Nie wiedziałam, że zakupy mogą tak męczyć :D
...nie chciało się nosić teczki trzeba dźwigać dziś woreczki;-)
Prześlij komentarz