5 października 2007

after party

no to po imprezie... pierwszej i mam nadzieję, że ostatniej w takim tłumie... no cóż, widocznie impreza była niezła, skoro znalazło się tylu nieproszonych gości, sami autochtoni... a może Węgrzy tak już mają, hmm
no tak czy inaczej o 16 ostatecznie opuściłyśmy z Vanią nasze norki i zabrałyśmy się za sprzątanie i mimo nierównych sił odniosłyśmy druzgocące zwycięstwo nad syfem!! - prawie 1,5h później wszystko lśni (no dobra, po prostu się nie klei), a w domu roznosi się rozkoszny zapach chloru... Tylko umywalka w łazience odmawia wypuszczania wody do rury, widocznie mają się ku sobie. Vania zaliczyła dwie kontuzje w trakcie sprzątania, dobrze, że nie straciła palca (kto wymyślił teleskopowe rury w odkurzaczu, które znienacka się składają, przycinając palce?!)


na pierwszym planie Vania, dalej przyjaciele i znajomi królika...

PS Dla wtajemniczonych - ktoś oprócz mnie widział mieszkanie na Antoniego po sylwestrze? dzisiaj nasze wyglądało podobnie :D

1 komentarz:

Unknown pisze...

nawet mi nie przypominaj Antoniego..:)