Zmieniło się tyle, że teraz, jak ktoś mnie zagaduje po węgiersku, odpowiadam w tym właśnie języku: Nem beszélek magyarul (nie mówię po węgiersku). Jak mam dobry humor, to dopowiadam jeszcze Lengyel vagyok (jestem Polką). Wczoraj odpowiedziałam tak jakiemuś starszemu panu w poczekalni u lekarza, na co siedząca obok mnie dziewczyna: Mówi pani (!) po polsku? Moja mama jest Polką... Ciekawe, ile Polek można spotkać w Budapeszcie. W akademiku poznałam Kamilę, której mama jest Polką. Jadąc do Domu Polskiego spotkaliśmy w metrze panią, która wyszła za mąż za Węgra i mieszka tu od 20 lat. Chyba wszyscy w grupie na polonistyce (właściwie to wszystkie, bo jedyny przedstawiciel płci brzydkiej prowadzi te zajęcia) pochodzą z małżeństw mieszanych - i to głównie mamy są z Polski. Ciekawa prawidłowość...
Tak czy inaczej, wchodzę do gabinetu, a "mój" alergolog: How is your Hungarian?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
to budapesztańskie chlopaki bardzo przystojne są chyba, skoro tyle Polek stracilo dla nich głowę ;)
yyyyyy, jak to mówi Vania: na lotnisku była selekcja, przystojni wracają do domu, brzydkich wpuszczamy na Węgry... A na to Andrzej: dlatego przyjechałem autobusem ;P
no dobra, pisałam po dwóch szklaneczkach wytrawnego tokaju - oczywiście selekcja dotyczy przyjezdnych, ale nie wiem, czy miejscowi tacy znów przystojni...
Ja ze względu na swoją fizjonomię zmuszony byłem przybyć na Węgry prywatnym środkiem transportu. Bo w autokarach to jednak czasem się celnik lubi przejść i przyjrzeć intruzom... A tak to tylko mnie przez szybkę było widać, czyli prawie wcale:D
Prześlij komentarz