14 listopada 2007

proces kawki

Wstałam rano, poszłam do łazienki, po umyciu siebie umyłam też wannę, umywalkę i podłogę. Zrobiłam sobie śniadanie, zjadłam przy komputerze. Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie pyszne esspresso w małej filiżance, z delikatną brązową pianką, mmm, pycha! Wypiłam kawę i od razu przybyło mi energii. Zabrałam się za sprzątanie - odkurzacz, ścieranie kurzu z szafek, wietrzenie pokoju. I w trakcie tych czynności dzwonek do drzwi odezwał się raczej dość nerwowo, niepokojąco. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam dwóch mężczyzn z jakimiś papierami, przywitali się grzecznie i zaczęli o coś pytać po węgiersku. Miałam więc okazję po raz kolejny użyć swojego ulubionego zdania: Nem beszélek magyarul. Ze swojego pokoju wyszła jednak Kate i panowie mieli z kim nawiązać kontakt. Okazało się, że poszukiwali jakiejś firmy, której to pożyczyli ekspres do kawy, na co mają papiery. Oczywiste, że firma nie mieści się w tym lokalu, ale mieszkamy tu od niedawna, może sąsiedzi wiedzą. Zadzwonili więc do drzwi naprzeciw, a my wróciłyśmy do swoich zajęć. Za jakieś 10 minut kolejny dzwonek do naszych drzwi oderwał mnie od porządków. Tym razem było to tych samych dwóch panów i grandma, czyli bardzo sympatyczna matka właścicielki mieszkania. Weszli do środka, a ja zrozumiałam tylko tyle, że babcia prosi, żeby zawołać Kate, coby się mogła z kimś dogadać. Otóż - panowie przyszli po NASZ ekspres. Moja poranna kawa okazała się moją ostatnią...

PS Żeby było zabawniej, w poniedziałek kupiłam 1 kg kawy w ziarnach, do naszej kochanej maszyny. Teraz sobie chyba pogryziemy nasiona kawy...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

W Kabarecie Olgi Lipińskiej rozgryzaniem ziarnek kawy zajmował się niejaki Turecki (J. Gajos), ale wiadomo... Turecki to Turecki. Kufajka, beret na głowie... Gdzie dziś takiego Tureckiego znaleźć?