12 listopada 2007

gwałtu, rety! co się dzieje?!



Na zdjęciu dwie z trzech sprawczyń dzisiejszego zamieszania. Trzecia to ja... Otóż, wróciłam z zajęć, wypiłam kawę, postanowiłam pójść z Vanią na zakupy. Nie zdążyłam rano umyć głowy, więc postanowiłam zrobić to przed wyjściem - nie wyjdę przecież z mokrą głową, więc postanowiłam użyć suszary. A że prowadziłam właśnie wielce istotny dialog na gg, przyniosłam suszarkę do jaskini i usiłowałam włożyć wtyczkę do gniazdka. Próbę wciśnięcia kabla do kontaktu skutecznie uniemożliwiło mi dość głośne "bum!", mniej głośne "pssssyt" i najbardziej spektakularny efekt moich czynności - iskry, blask i w efekcie okopcone gniazdko... Dość głośnemu "bum!" towarzyszył pisk laptopa oznajmiający mi, że oto właśnie przestał być zasilany z kabla i jedzie na rezerwie z bateryjki... Wywaliło korki. No dobra, zdarza się... Z tym, że majstrowanie przy skrzynce z bezpiecznikami nic nie dało. Vania zawołała właścicielkę mieszkania i sąsiadkę w jednej osobie. Marion przyszła, pomajstrowała przy korkach w tej samej kolejności, w której zrobiłyśmy to przed chwilą z Vanią jakieś 3 razy, po czym znów usłyszałyśmy "bum!", znów poleciały iskry i się błysło... Tym razem przy korkach. Po czym Marion stwierdziła, że sama się boi, więc czy może Vania mogłaby wcisnąć wielki guzik obok licznika zużytej energii elektrycznej... Całe szczęście Vania jest na tyle odważna, że to zrobiła, przywracając nam tym samym prąd w mieszkaniu.

Poza tym zdziwiłam dzisiaj pan od historii literatury - zgłosiłam się na egzamin na ochotnika :D No cóż, już raz dostałam 5 z dwudziestolecia międzywojennego, może uda się i tym razem.

A teraz coś z zupełnie innej beczki - leje jak z cebra. Już wolałam ten wczorajszy mokry śnieg. Wrr

Brak komentarzy: