Hm, no sesja się zbliża, zmęczyłam nawet jedną książkę (tę ciekawszą), teraz męczę się, czytając o Kraszewskim (pozycja dla masochistów, naprawdę!). Poza tym załatwiłam wreszcie wszystkie papiery na ELTE (hurra!), przy okazji ucząc koordynatora wydziałowego, jak jest 'goodbye' po polsku (i dowiedziałam się, że podobnie jest po serbsku - a to ci niespodzianka). A wieczorem poszłam sobie na spotkanie z Olgą Tokarczuk :D w sumie mogłam zapytać jak jej się mieszkało w Wałbrzychu, ale przeszkodzili mi Węgrzy pchający się po autografy ;). No i cóż, zdania o jej pisarstwie nie zmieniłam, ale przynajmniej podobały mi się jej zielone martensy. Jakoś nie przemawia do mnie jej metafizyka i magia, mitologia małej ojczyzny (w sumie naszej wspólnej, ale...) i niby-nowy mit feministyczny.
Marek już się chyba nudzi oczekiwaniem na pociąg (przynajmniej tak wygląda, bawi się pudełkiem po papierosach...). A jutro przyjeżdża Elka. Tadam!
4 grudnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
A w drodze do Ciebie była u mnie, tadam :D
Buziaki dla Was obu :* :D
Bajdełejem, to Tokarczyk mieszka w Krajanowie w domku tuż obok naszej byłej hufcowej bazy...
Kosiu
Ha! wiem, że mieszka w Krajanowie i ta informacja już się na blogu nawet pojawiła ;) (vide post "gloomy sunday" z października) :P
A w Polsce będę na chwilę już niedługo. Póki co jestem umówiona z prywatną kompanią machającą w Warszawie (wielkie dzięki, Irenko :*) oraz we Wrocławiu. Jeśli chcesz przygotować czerwony dywan i kwiaty w Wałbrzychu, skontaktuj się z moim menadżerem :DDD
MÓJ menadżer podejmie stosowne kroki.:P
Kosiu
Prześlij komentarz