-książka o Kraszewskim jest nudna;
-poezja węgierska fajna, ale mało awangardowa (jeśli w ogóle) porównując do powstającej w tym samym czasie w Polsce - ale weźmy pod uwagę, że to tylko wybór poezji i spójrzmy na datę wydania (1983, PiW, Warszawa);
-ciekawe, jak polityka wpływa na literaturę (bez żadnego rozwinięcia);
-Szabo wielkim poetą był;
-nie mówi się w polskich szkołach o literaturze węgierskiej poza "Chłopcami z Placu Broni" (omawianymi w wieku, w którym narodowość autora nie ma dla czytelnika żadnego znaczenia);
-mówi się natomiast o Wiośnie Ludów;
-erasmus to świetne doświadczenie;
-kolejny raz odpowiedź na pytanie "dlaczego na Węgry?" (odp.: z ciekawości i chęci poznania czegoś "egzotycznego" w tej części Europy, bo E. zachodnia wydaje się już mało interesująca...);
etc...
W sumie cała rozmowa trwała może 10 minut, z czego może 3-4 poświęciłam na mówienie o literaturze...
Odebrałam Elkę z lotniska, zrobiłyśmy obiad, wypiłyśmy wino, poszłam na węgierski, dostałam czekoladowego Mikołaja, jakiś inny Mikołaj podrzucił Elce kubeczek dla mnie - chyba byłam grzeczna w tym roku ;-) A sama w ramach stypendialno-mikołajkowego prezentu kupiłam sobie na allegro śliczne czeskie tenisówki - "jarmilki" w kolorze czerwonym :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz