14 grudnia 2007

no i już prawie po...

...po egzaminach. Okazało się, że historia literatury polskiej, owszem, w poniedziałek, ale nie ten, o którym myślałam ;) - więc ten egzamin ciągle przede mną. Za to z węgierskiego dostałam 5 (nagyon jó!) :D Transcript of records już prawie pełny, ostatni wpis w poniedziałek i właściwie po erasmusie... Po Nowym Roku wpadnę tylko po dokumenty, które są mi potrzebne do rozliczenia się z DWZ-em we Wrocławiu i tyle... Wracam pisać pracę magisterską. Wczoraj pooglądałam sobie na slawistyce jasełka po polsku, czesku, serbsku i ukraińsku, podjadłam tradycyjnego węgierskiego makowca (niczym nie różniącego się od tradycyjnego polskiego makowca) i popiłam tradycyjnym grzanym winem (to się różni o tyle, że nie widziałam, żeby u nas ktoś mieszał białe i czerwone wino do grzania, a Węgrzy owszem). W ogóle na ostatnich zajęciach z węgierskiego okazało się, że mamy w Polsce więcej tradycji związanych z Bożym Narodzeniem niż reszta reprezentowanych na kursie narodów razem wziętych! No, może ilością dorównuje nam tybetański nowy rok...

A w Budapeszcie póki co jakiś sezon urodzinowy. Wysyp po prostu - Kati, Andrzej, Marij, Indira... Do tego dzisiaj koncert Babilon Circus ;)

Zima przyszła, za oknem prószy śnieg... Oby się w czwartek nie rozpadał, bo ja chcę spokojnie wystartować do Warszawy!

Brak komentarzy: