Stypendium się kończy, trzeba pozwiedzać Węgry. ;) W niedzielę wybraliśmy się w polsko-portugalskim gronie do Peczu. Urocze małe miasteczko w niedzielne popołudnie było prawie wyludnione. Ale poza tym całkiem ładne... tylko mogliby mieć więcej restauracji otwartych ;) Zdjęcia tutaj. Poza tym to fajne pociągi tu mają, były by nawet jeszcze fajniejsze, gdyby się nie spóźniały 1,5 godziny. No i totalny szok dla polskiej studentki przyzwyczajonej do skanowania wzrokiem każdego szczegółu legitymacji studenckiej - nikt nie sprawdza, czy rzeczywiście mamy prawo do zniżki studenckiej... Po prostu kupuje się bilet ulgowy i już.
Jutro za to wybieramy się do Heviz, potaplać się w błocie z minerałami i popływać w największym jeziorze termalnym Europy. Tylko ten autobus o 6.30, co oznacza pobudkę najpóźniej o 5.00, to mnie specjalnie nie cieszy. :/
A, no i zwiedzamy to, co jeszcze nam zostało w samym Budapeszcie. We wtorek byłam z Vanią w muzeum terroru (nazistowskiego i komunistycznego). Świetne muzeum, wciągające, szkoda tylko, że nie wszystko tłumaczone na angielski. :( No i na ich stronie prawie wszystko "under construction". A w Trafo (teatr, klub, kawiarnia i galeria - to miejsce od emo-kinder-punków i teatru tańca) jest wystawa video-performance Artura Żmijewskiego (nie mylić z doktorem Burskim!) - i mam ochotę się tam wybrać. Może w niedzielę?
31 stycznia 2008
a teraz coś z zupełnie innej beczki
Etykiety:
autobus,
jezioro,
łaźnie termalne,
pociąg,
podróż,
wycieczki,
zwiedzanie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz