20 stycznia 2008

schyłek ;)

Nie da się ukryć, jest dziwnie. Faza schyłkowa. W słowniku Vani nie ma takich słów jak: "koniec", "wracam", "dom". Jak ktoś zaczyna temat powrotu do domu, natychmiast go ucina i oczy robią jej się bardziej błyszczące, "szklane". Kati zdradza coraz więcej dziwnych, żeby nie powiedzieć dziwacznych, zachowań. Joana planuje, co jeszcze musimy zrobić wspólnie, zanim... Ja za to czuję się zawieszona między Wrocławiem i Budapesztem. Niby jestem w Peszcie, ale większość czasu spędzam w domu, czytając. Chociaż w czwartek nawet poszłyśmy się z Vanią ukulturalniać. Wybrałyśmy się na spektakl teatru tańca, przedstawienie "Apolalipszis - Frisson". Przez godzinę siedziałyśmy jak zahipnotyzowane, gapiąc się niemal z rozdziawionymi paszczękami na czwórkę tancerzy. Bomba w torcie! Jakby była okazja obejrzeć teatr Frenák Pál Társulat, to gorąco polecam.
No a wczoraj poszliśmy zaszaleć z gośćmi Vani - bratem i bratową. Przylecieli sobie na weekend z Kanady. No i szczególnie Michelle przeżywa szok kulturowy. Chociaż wczoraj to sama przeżywałam szok, ale raczej pokoleniowy. Nieźle trafiliśmy - poszliśmy do tego samego zresztą miejsca, gdzie byłam wcześniej na spektaklu (na górze kawiarenka i teatr, na dole galeria i klub) - wcześniej tego dnia był tam koncert jakiegoś miejscowego zespołu. Tłum kinder-punków, emo-księżniczek i chłopców z makijażem, średnia wieku 16 i wymiociny na spodniach. Goście z Kanady byli w niezłym szoku, ale dzielnie wytrzymali gdzieś do 3:00...
A dzisiaj znów czytam o "brulionie" - brukowcu dla sfrustrowanych półinteligentów, jak to podsumował Piotr Bratkowski w 1992 roku. Może faktycznie napiszę pierwszy rozdział w Budapeszcie? Będę sobie mogła na stronie tytułowej napisać "Budapeszt-Wrocław 2008" :DDD

Brak komentarzy: