O 5:58 zadzwoniłam po taxi, wsiadłam i pojechałam na dworzec Wrocław Główny. Tam pociąg relacji Wrocław Główny-Suwałki spóźnił się o 10 minut [sic!].* W końcu postanowił przyjechać i zabrać mnie do Warszawy. Cała "przyjemność" trwała jakieś 7h. Na Centralnym opóźnienia miał już ponad 40 minut. Ciekawe, ile się spóźnił do Suwałk? W każdym razie autobus nr 175 się nie spóźnił i na Okęciu byłam nawet sporo przed czasem. W końcu jednak się odprawiłam (mimo że wcale nie zapakowałam kilku rzeczy w foliową zamykaną torebkę, jak powinnam) i wsiadłam do samolotu LOTu. O 19.00 z dziesięciorgiem innych pasażerów wylądowałam w Peszcie (też kwadrans później niż powinnam...). Z lotniska już tylko autobus i metro, kawałeczek podejść i...wanna! (oraz Vania w drzwiach).
Podsumuję - ok. 6:00 wyszłam z domu i ok. 20:30 byłam w domu (w Budapeszcie). A co mnie w tej podróży urzekło najbardziej? Ankieta w PKP Przewozy Regionalne. Właściwie to jedno pytanie, pierwsze pytanie. Treści następującej: "proszę zaznaczyć dzień, w którym zaczął/zaczęła Pan/Pani tę podróż:
- 1 poniedziałek;
- 2 wtorek;
- 3 niedziela (już mnie zastanowiło, ale myślę "może podchwytliwe miało być");
- 4 poniedziałek (hmmmm...);
- 5 wtorek (dłuże "hmmm...");
- 6 środa (pojawiła się nadzieja);
- 7 czwartek (i umarła)."
I co mam zrobić, skoro zaczęłam podróż w sobotę?!
* specjalnie powtórzyłam nazwę stacji początkowej, ale jeden Czytelnik mówi, że nie jest jasne - tak, ten pociąg spóźnił się na stację, na której miał być podstawiony chwilę przed 6:40, bo o tej porze miał ruszać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz