25 stycznia 2008

ratunku, policja

No to mieliśmy wczoraj, dzisiaj właściwie, przygodę... To ja może od początku. Zorganizowaliśmy imprezę, zaprosiliśmy gości na 20.00, przed 21.00 przyszedł Bartek. Ok. 23.00, jak już chcieliśmy wychodzić gdzieś na miasto, przyszło kilka osób (Niemcy i Szwedzi). Ale było dość nudno, goście wypili po piwie i poszli. Za to przed północą przyszli inni - tym razem południowcy: Portugalczycy, Włosi, Hiszpanie. Cisza nocna obowiązuje tutaj od północy. Trochę się zagapiłyśmy i nie wyłączyliśmy muzyki w porę. Jakieś pół godziny po 24.00 przyjechali policjanci. Troje. I co? - i aresztowali Davida z Włoch oraz Andrzeja. Mało tego, byli brutalni, jakby właśnie aresztowali najbardziej niebezpieczne i stawiające opór osoby w tym kraju. Mimo że David spokojnie tłumaczył im, że nie ma przy sobie dowodu, nie mieszka tutaj i może z nimi pojechać na komisariat, został popchnięty na ścianę, obszukany i skopany. Andrzej faktycznie nieco się opierał, ale bez przesady. Policjantka nie pozwalała Joanie podać dokumentów Andrzeja, uderzyła ją z łokcia i kilkakrotnie odepchnęła. Nie pozwalali nam podać chłopakom kurtek, kiedy ich wyprowadzali. Vania dostała z łokcia próbując zarzucić kurtkę na plecy skutego w kajdanki Andrzeja. Policjanci nie chcieli nam podać swoich nazwisk i numerów służbowych, w końcu Joanie udało się spisać te dane od najbardziej agresywnego z policjantów. Oczywiście nikt z policji nie mówił po angielsku, a Kati schowała się w swoim pokoju, bo gdyby odkryli, że mówi po węgiersku, a do tego jest z Transylwanii, na pewno by ją aresztowali - spoko, lepiej niech aresztują kolegów. Po co się męczyć w roli tłumacza?
Ambasadę RP w Budapeszcie nominuję niniejszym do wystąpienia w studniowym kąciku "Szansa na sukces" - nie da się tam dodzwonić o 1 w nocy, bo pewnie wszyscy polscy obywatele na Węgrzech o tej porze śpią. Za to można posłuchać sobie pani o mechanicznym głosie - "żeby wybrać polski wciśnij 3..." Całe szczęście ambasada Włoch działa sprawniej. Enrico skontaktował się z nimi, umówił się z kimś, kto pełnił pewnie jakiś dyżur. Przyjechał pracownik ambasady, dowiedział się, na który komisariat zabrali chłopaków, zapakował do samochodu mnie, Enrico, Jesusa i kogoś jeszcze. Pojechaliśmy na komisariat (było tam parę osób, w tym Joana, Vania i Bartek, którzy dotarli tam taksówką (jak w filmie - poprosili kierowcę, żeby jechał za radiowozem). Koleś z ambasady wszedł na posterunek i za 5 minut wyszli z Andrzejem i Davidem. Okazało się, że policjanci zmuszali chłopaków do podpisania oświadczenia, że zgubili dokumenty. David faktycznie nie miał przy sobie dokumentów, ale dowód Andrzeja miała agresywna pani policjantka. Chłopcy napisali, że nie zgubili żadnych dokumentów i że są zmuszani do podpisania tego oświadczenia.No i tyle. Podziękowaliśmy panu z włoskiej ambasady i poszliśmy rozładować emocje na parkiecie w Szodzie...
Rozumiem, że byliśmy za głośno, ale czy to powód, żeby policja była tak brutalna???

1 komentarz:

Unknown pisze...

Bo nie ma nic tak twardego jak pięść policjanta węgierskiego.