
Wróciłam z naprawdę udanej wyprawy w Bieszczady, tylko Bukowe Berdo jakoś nie może się nas doczekać... ale kiedyś tam wlezę, na pewno! A w ogóle to od tego łażenia popsułam buty, co widać na zdjęciu.
Wyjazd do Budapesztu coraz bliżej, tato (czyli mój kierowca) zarezerwował juz nawet hotel i wybierają się z mamą na węgierski weekend, przy okazji odstawiając córeczkę na uniwersytet ;) Ja już zaczynam czuć lekki stres, ale bez paniki - mam "mentora", czyli kogoś, kto mi pomoże na miejscu, taki ichni "2 Wroclaw" - normalnie "Aga po drugiej stronie lustra" :D Ciekawe doświadczenie, tak sobie myślę, może jakieś pomysły da się przeszczepić na wrocławski grunt i nasz mały wolontariat stanie się niezłą manufakturką...?
Heh, póki co, to jeszcze trzeba skończyć 4. rok na UWr, czyli napisać szkic z krytyki filmowej, dostać wpis i oddać indeks do dziekanatu - niby proste, ale... ech, gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce... Zresztą mam nowe hobby - filcowanie :D (więcej o tym można poczytać tu).
No, to na koniec może jakiś ładny bieszczadzki landszaft...

P.S. Oba zdjęcia by Stiopa i żeby mi tu nie marudził, że bez kopirajta wykorzystane ;P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz