
Z Izraela i Egiptu wróciłam cała i prawie zdrowa (nie ma to jak gorączka w 40-stopniowym upale...) i nawet już wiem, że w Budapeszcie zamieszkam w dwuosobowym pokoju w akademiku przy ulicy Ajtosi Durera :) No i żadnych biletów nie muszę kupować, bo tato postanowił mnie odwieźć do stolicy Madziarów. Ale i tak teraz przede mną tony papierów do wypełnienia: deklaracje bankowe (najpierw trzeba jeszcze założyć konto walutowe), Learning Agreement, kontrakt studencki, karta ubezpieczenia w UE... żyć, nie umierać krótko mówiąc. Ale za to w perspektywie kilka miłych dni we Wrocławiu, weekend w Wilczu i wypad w Bieszczady - już mi lepiej ;)
P.S. Na zdjęciu akwedukt w Cezarei Nadmorskiej, Izrael
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz